poniedziałek, 29 października 2018

i tylko czekać i nękać i płonąć

(Bardzo ładnie mi się warstwa muzyczna z treściową zgrywa, choć pod innymi liczbami obie widnieją to jednak czuję jak we mnie od lat się to łączy.)


^Ale to było wczoraj, dziś już zupełnie inną warstwę muzyczną mam i ona akurat zgrywa się z moim głosem. Przy niższych tonach lepiej, przy wyższych gorzej, a najlepiej przy mruczących. To oczywiste.


I tak się denerwuję w sumie, bo czas mnie goni, a sporo rzeczy nie zależy ode mnie i pozostało mi jedynie czekać, by w pewnym momencie wyskoczyć z łóżka i pędzić w deszczu do punktów X, X i X, o których jeszcze nie mam pojęcia. To takie dziwne uczucie jakby coś mnie goniło, ale jest na tyle daleko, że mam czas jeszcze trochę poleżeć, zrobić sobie herbatę i chwilę pośpiewać.



"Martynka mówisz mi to 4 raz" - i znów pojawia się ta dziwna metaliczna i świetlista pustka w mojej głowie. "Martynka, już o tym rozmawialiśmy" - kiedy, jeśli widzę Cię pierwszy raz na oczy? "Mówiłam Ci, że w sobotę. Powiedziałaś, że super"- kręci się okropnie to wszystko. ,,Jak to nie pamiętasz? Przecież wczoraj o tym mówiłem"- bo przecież przed oczami mam obrazy i nie tracę kontroli. ,,Nie, Martynko, nie byłam u Ciebie wczoraj"- jestem świadoma swoich czynów i gestów. Tylko ich po prostu nie pamiętam. ,,Już mi o tym opowiadałaś, jakieś 2 godziny temu" -i słów nie pamiętam. I twarzy, ale to od zawsze, gdy tylko w grę wchodzą emocje. I wiem, i przeczytałam, że to częste działania niepożądane. Tylko trochę mnie to już przeraża. Właśnie mam do wypełnienia wczorajszą kartkę z kalendarza. Ciekawe ile dziś zajmie mi przypominanie sobie co robiłam.



Nie wiem dokładnie jak to opisać, ale gdy o tym myślę to śmieje się w sufit. Mam po prostu wrażenie, że od ponad 22 lat ciągle powtarzam jedną lekcję. Akcja się toczy, jestem w niej i wiem wszystko co niezbędne, toczy się dalej, czuję, że mam kontrolę, toczy się dalej... no i nagle jest oślepiający blask i wybuch! I ja. Siedząca na środku niczego w rozerwanych ciuchach i mająca w głowie "someday I'll learn" zapętlone 23 tysiące razy i to do tego w przyśpieszeniu. I choć wydaje mi się, że z każdym kolejnym razem jestem coraz ostrożniejsza, to chyba jest to po prostu iluzja.


Śmieszna jest ta moja koncepcja światów i zaproszeń do nich. To zawsze ciekawa perspektywa obrócić kamerę. I widzę w nim wartość i wyjątkowość, to dobrze. Ale teraz idę na chwilę odpocząć bo już kompletnie nie chce mi się tego pisać.



Wróciłam, minęły ze dwie godziny.



I tak mi wizję utkaną do głowy- przez nozdrze i gardło, i gładko- przesuwasz
do oka zakraplasz westchnienie wyparte
i słuchasz uważnie tętnienia mych granic
Tak snem odurzona i szerokością źrenic
zasypiam choć mogłabym nigdy już nie śnić i...
tak spadać powolnie, choć z impetem się wznosić
i czuć że to wszystko i nic - nie dogonisz.
Zaczynam w tym miejscu gdzie będziesz za chwilę
tydzień lub miesiąc lub nawet nigdy
jak nigdy w tym miejscu nie ma nikogo

i tylko czekać
                        i nękać 
                                      i płonąć.





czwartek, 18 października 2018

Dajcie mi spokój. Albo spokój.

Przerażające uczucie, gdy uświadomisz sobie, że te oczy mrugające, robotyczne powieki pulsujące w rytm słów, to organizm żywy, a za nimi stos myśli spalonych i tych całkiem rozognionych, z mniejszym bądź większym natężeniem angażujących, i świat dookoła, który akceptuje pewien stan rzeczy takim jakim jest i nawet nie pamięta, że można to podważyć.
Słońce zamieniło się na kilka chwil w drgającą jarzeniówkę, kolory pobladły i wyostrzyły żyły i naczynia krwionośne pod skórą skryte. Mówisz coś do mnie chyba, ale ten tramwaj przejeżdżający kompletnie zatkał mi uszy i oderwał jedną z wielu warstw rzeczywistości. Już mnie tam nie ma, a Ciebie nie było chyba nigdy. Siedzę skulona w graniastosłupie, krople spadającej wody wypełniają przestrzeń zieloną, a całość tych szybkich sytuacji dookoła wydaje się nie mieć żadnego znaczenia i sensu.


I ciekawe co byś powiedział do tej ceramiki czarnej ziemią zasypanej- tak pomyślałam jakąś godzinę temu. Aktualnie widzę, że nie ma to większego sensu, a może po prostu nie chcę o tym myśleć.
Ale naprawdę zastanawiam się jak jesteś w stanie funkcjonować w tej przestrzeni i każda pojedyncza myśl na ten temat przebija mi serce na wylot.


Wybiegam chyba zbyt daleko na peron, po drodze potrącam jakichś obcych ludzi zapominając przede wszystkim jaka była droga do tego miejsca i jak się tutaj znalazłam. Przepraszam, jeśli nie będę w stanie myśli poskładać i wywołam w Tobie rozczarowanie, albo co gorsza, cała postać moja taką szpilką w Twoim życiu będzie. Po prostu nie do końca wiem co mam ze sobą zrobić, gdy w te pojedyncze dni między kilkudniowym ciągiem trzeźwość przybija mnie drewnianymi kołkami do podłogi obdrapanej i każe mi wpatrywać się w rozpadający się sufit. Tak, jak dziś.



Pięknie mam lęk ściągnięty, dziękuję. Nie pamiętam już trochę jak to jest czuć skręcający się żołądek i roztrzęsione dłonie. Wszystko płynie tu i teraz i nawet nie chce mi się myśleć, co będzie za godzinę. Trochę przez to wypadłam z rytmu, ale chyba potrzebowałam takiego czasu. Jakkolwiek jest to niezdrowe, to teraz czas na co innego. I na jeszcze jedną rzecz, ale to chyba dopiero od stycznia. I choć dziś pojawiło się wiele obaw, a przed chwilą jeszcze kilka wątpliwości i znaków zapytania, to może warto się tym trochę pobawić i nie uciekać przed spróbowaniem tych emocji, tylko dlatego, że obawiam się, że będą trujące.



Obawiam się tylko, że to wszystko będzie nadal żywe. Nawet gdy minie naprawdę wiele czasu.



Za dużo ostatnio twarzy w moim życiu, zbyt wiele wątków i braku stabilności, bardzo mnie to męczy. I chciałabym, abyście dali mi spokój. Albo spokój.

sobota, 29 września 2018

+4822

Mam jakąś strasznie silną potrzebę rozlania się tu, choć w głowie mam setki myśli to jednak czuję tam pustkę. Szczególnie gdy mam zacząć tu pisać.
Siedzę i kiwam się kompletnie nie w rytm do muzyki, gęsia skórka pokrywa moje uda co kilkanaście sekund, śpiewam, czasem się zaśmieję a czasem zapłaczę. Chcę dać sobie jeszcze tydzień na rozplanowanie tego. 12 tygodni. Ciężko mi to sobie wyobrazić, tym bardziej, że wróciłabym tu dopiero pod koniec stycznia. Heh, to zabawne, gdy tylko o tym pomyślę, to chce mi się płakać. A przecież to super okazja! Chyba.


I wiesz.. Siedzę w łóżku, w jakimś obcym pokoju, obcym świecie.. Jest 7:00. Nie jestem senna, jestem zmęczona, jak zwykle. Naciągam na siebie kołdrę z Hello Kitty. Rozmawiamy już którąś godzinę, wpatruję się w ścianę i słyszę, że to człowiek zupełnie nie dla mnie, że jesteśmy zbyt różni w zbyt ważnych kwestiach. Różowa łuna oświetla te wszystkie pierdoły na szafkach.. Nie mija pół minuty a on zaczyna mówić do mnie Żulczykiem, zaczyna mówić najgłębszym banałem, zaczyna podkreślać współczesne media i popkulturę, zaczyna mnie wgniatać w sprężynowy materac. Zaczyna mnie w sobie rozkochiwać.


Nie mam pojęcia jak to się stało, że już jest 19. Dla mnie ciągle jest poranek. Nawet nie zdążyłam dopić kawy. I mam pusty żołądek. I jak zwykle nie jestem głodna, tylko trochę mi się kręci w głowie.


Jaki to będzie szalony tydzień! Szalony tydzień urodzinowy. A nawet więcej niż tydzień, w sumie.. Tak bardzo nie wiem co się zadzieje, co wydarzy, co zagra a co nie, czy się dotrze jedna emocja z drugą i człowiek z człowiekiem. Muszę o siebie zadbać, ale narazie zaklimatyzować, decyzje podjąć, nic się nie dzieje, a dzieje się więcej niż zwykle, muszę o siebie zadbać, mniej pić, zastanowić się nad pewnymi elementami, poukładać je, muszę o siebie zadbać.



Robię sobie żałosne pozory życia, to zabawne XD i przykre jednocześnie. Eh, no ale co mi pozostało.

poniedziałek, 24 września 2018

krótko, bo i myśli mam krótkie

23 dzień miesiąca a państwo wysyła mi informację, że mam się schronić. To zabawne.


Przede wszystkim zupełnie inaczej śpi się w łóżku z baldachimem, wiesz? Nie śmiej się! No naprawdę jest inaczej..
A może to w tym pokoju jest po prostu inaczej. W tym życiu jest inaczej. Tak, to może o to chodzić..


Ciężko mi wyobrazić sobie, że faktycznie czerwone lampki świecą się  nie bez powodu w tym przypadku. Kilka osób dookoła szarpie mnie za ramiona i krzyczy, że wyjaśnienie jest jedno, a mi się tylko kręci w głowie i robi ciepło w brzuchu, też kiwam się w jeden rytm i głupio się cieszę pod nosem. Przepraszam, nigdy nie potrafiłam o siebie zadbać.


Chce mi się i śmiać i płakać, bo co to za film, że M.T., że O.K., że C.G.  Następny to kondygnacja. I nie dość, że nikt oprócz Ciebie nie zrozumie tego, co tu napisałam, to gdyby ktoś się dowiedział, to i tak by go to nie bawiło.
Tylko, że naprawdę chyba proste scenariusze mnie nie pociągają. A te zagmatwane przyprawiają o zawrót głowy, obrzyguję swoją czarną kieckę i tyle by z tego było.


A ja kręcę się i kręcę, bo jednak ten czas nadal nadchodzi. Nie czuję lęku, ale to chyba dzięki ralkoM. Albo  po prostu udaję, że nie pamiętam. A ja pamiętam.  I chyba dlatego nic nie planuję, chociaż został mniej niż tydzień. Różne mam wizje dookoła tego, samą siebie linczuję za niektóre. Nie mogę niczego oczekiwać. Bo jestem bez - nk- sz-...-cz- halo?
ten stary grat nie chce nam już zagrać, kopie mnie prąd i pękają kafle pod bosymi. całkiem udana ta makieta co na mnie łypie okiem i co drugi tutaj zerka.


I echem rozchodzi się w tych 20m2 moje "czemu tak jest" i śmiech głośny, gdy zapętlam 47 razy jeden widok, który tak niespodziewanie i zaskakująco trafia w moją estetykę i estetykę serca i macicy mojej, jak nic w ostatnim czasie.




Wniosek jest jeden, jak zwykle- nie pozostaje nic, tylko czekać. I może trochę więcej myśleć o sobie.





piątek, 14 września 2018

Zachęcam, abyś został.

Witam w nowym świecie,
świecie zaskakującym i świecie pełnym nieznanych odkryć.
W miejscu, które każdego dnia zaprezentuje Ci nowinki z życia codziennego, które pomimo trywialności potrafią gałki oczne na zewnątrz agresywnie wyciągnąć i serce do palpitacji doprowadzić.
Szeroki wachlarz możliwości tego miejsca skołtuni Twoje myśli, które już i tak błądzą po czaszce na sam zapach aur, które się tu przeplatają.
Ale.. witam Cię serdecznie i zapraszam. Zachęcam.. Abyś został. Nawet jeśli w pierwszej chwili się przestraszysz.



Już rok temu pisałam "to zaskakujące", ale wtedy chyba jeszcze nie wiedziałam co znaczy słowo "zaskakujące". Prawdziwa rewolucja dopiero nadeszła, choć ewolucją swoistą wywołana. Wchłonęła mnie inna rzeczywistość, Jaworski rynek czy tam Legnickie kamienice. No i ta złość na zły rozmiar patelni. Borze, ja już nawet nie pamiętam jak to jest móc ją wypić, tak po prostu. I choć myśli mi teraz do niej uciekły, to jest to chyba pierwszy raz od kiedy straciłam jedno z moich siedmiu żyć. Haha i ja wiem, że Legnica to miasto dziwne, ale że aż tak??


I widzę jak leci jakaś butelka w stronę lodówki numer 2 i roztrzaskuje się na milion małych kawałów. A w każdym z nich inne przyszłości odbicie i inny uśmiech mój, czasami do góry nogami.. Nie mogę wejść do pokoju bo szkło się pod stopami wala, głośna muzyka przebija ściany, to ta piosenka z godziny około 4 nad ranem, ten klimat mgły i papierosów, o którym rozmawiałyśmy, co nie?
A czujesz też jak gęsto jest i jak spojrzenia i noże zawisają w powietrzu? I choć przecież to nie istnieje, a raczej istnieje tylko w mojej głowie (tu uśmiechamy się do siebie porozumiewawczo, chociaż to nie *gest*) to dowody są wręcz namacalne. Chyba.


"Oj M." mówią usta moje w powietrze gdy upadam w slow motion na dwa złączone, turystyczne materace. Trochę tańczę i śpiewam, ale co chwilę też marszczę brwi. Ludzie mówią "to niebezpieczne". I ja wiem o tym, stąd to westchnięcie z moim nazwiskiem w centrum.



Zaczyna się SŻ i bardzo bawi mnie ile w tym prawdy. I śmieję się, bo to takie proste i trudne jednocześnie. Może tak właśnie miało być.


Poprzednim razem pisałam o beznadziejnej makiecie taniego serialu, ale widzę, że to całkiem zabawna telenowela, którą mam ochotę oglądać nieironicznie.



Za 13,5h już będę tam, a zmienił się cały świat, tak jak przewidywałam. I co mam mówić- już jestem wesoła i w sumie nie wiem po co tu przyszłam? Dobrze jest widzieć dno, ale nie widzę sensu. A może to tylko wymówka, by w 6,57 utknąć na tydzień?




Martynka, słońce, wiecznie przyćmione.

piątek, 7 września 2018

chaos, przepraszam

Bardzo długo nie chciałam, nie wiedziałam, kręciłam się w kółko i czułam, że w każdej chwili wszystko może się zmienić, a przez ponad 2 miesiące nie zmieniło się nic.

Teraz to dopiero będzie się zmieniać.. Trzęsie się ziemia bo kroki olbrzyma są już tak blisko, ta wielka fala i cień jej, co mnie razi wręcz, a nie powinien przecież. A te wybrakowane pomarańczowe mi dobrą wizję przynoszą, ale nie wierze,  nie wierze, jak i w obraz przed oczami nie wierzę i nie ufam, że mam na ten popierdolony film jakikolwiek wpływ, nie wierzę, a ten co mnie próbuje przekonać wszczyna awanturę, ja wychodzę i błąkam się gdzieś, nagle orientuje się, że spoglądam tępo w ścianę i nikogo nie ma obok.. Wypalam wzrokiem dziurę w suficie by na chwile spojrzeć w niebo. I czuję jak zapadam się, zapadam, te wszystkie rzeczy wokół wyparowują, w pył się zamieniają czy jakąś inną toksyczną chmurę. To jakaś obrzydliwa i tandetna makieta beznadziejnego, taniego serialu, którego nawet statyści nie chcą oglądać, by swoje gęby szare dostrzec.
To zupełnie nie jest mój świat i moja wola, tu nie ma mnie ani najmniejszej cząstki energii mojej. I choć jestem jedynym stałym puntem całej tej sytuacji, to wszystko wokół się tak kręci, tak kręci, zarzyguje swoje bose, zmęczone stopy, tak kręci przebrzydle



I wyszłam, i nie było mnie chwilę.


Upycham przesiąknięte korzennym zapachem rzeczy do pudeł. I Boże, jak nie chcę wsiadać do tego pociągu!
Brak we mnie ciekawości, brak otwartości, widzę tylko przepaść bezdenną i chyba tak po prostu po ludzku nie chcę w nią wpadać. A raczej być w nią spychana.

Wiele mi się myśli w głowie kołacze. Nie wiem już której się złapać. I od K. do K. przez K. po drodze P. i absurdu skok. I zmęczona jestem, zmęczona po prostu. Fioletowe budynki, nieistniejące słowa, brak ciągłości i stałości, to nie ma sensu, chyba tak najzwyczajniej w świecie nie ma i może trzeba to w końcu przyznać głośno.

I tak chłonę przez oczy zmęczone ostatnie piksele mignienia tej historii przeźroczystej jak skóra moich dłoni wysuszonej. To zabawne jest tak wiele czuć w braku czucia.

Najgorsze, że mi się po prostu nie chce. Czuję się zbyt zmęczona. Po prostu.



jeszcze 8 dni. mój boże. ten świat może wyglądać zupełnie inaczej za 8 dni.

czwartek, 26 lipca 2018

za dużo planowania na zbyt wielu wymiarach czasoprzestrzennych

to jak wyciosany na kolanie topór
rozcina swoją niedelikatnością
precyzyjnie
i z troską, co zabawne,
aż od kości
zgniłe i to całkiem soczyste
pełne włókien
i skurczy
na zawsze oddzielone zostanie


wypadł mu z kieszeni mały skrawek,
który ziemia pochłonęła
powodzie podziemne
i nadziemne westchnienia
wypadło i morze, i sztorm na nim szaleńczy,
jeziora i góry, obłoki, strumyki,
świat cały, co nie chciał grać w karty,
co kartę wieży mu z tarota wyciągnął
a mnie
mnie w karcie wisielca zaklął
i jęknął przeciągle
na widok łez moich
i rozbijającego się powolnie szklanego oka



Rycina anatomiczna
stanowi formę pośrednią
między REALNOŚCIĄ a WIEDZĄ
co zdaje się być trudne do rozróżnienia
zyskuje precyzyjny wymiar linii, konturu
wyodrębniony umownością koloru

Owa stylizacja anatomicznej prawdy
przekształca ją w
strukturę graficzną,
która przenosi realny wizerunek
w wyidealizowany obraz wnętrza
stanowiąc przy tym jakby
WZORCOWY PLAN STWORZENIA
                                                    (2012)




Dostrzegalna nadal granica
straciła na swojej precyzyjności
i oprócz realności i wiedzy
wyodrębnia również aspekt 
METAFIZYCZNY


Nazwy wyklarowane sztucznie
przyjęte w płynne funkcjonującej nomenklaturze
przekształcają ją
w strukturę czysto teoretyczną i nienamacalną
a zdegradowany obraz wnętrza
stanowi przy tym jakby
WZORCOWY PLAN APOKALIPSY
                                                (2018)




Nie mam czucia we wspomnieniach
rodzę się co sekundę i nie pamiętam co było wczoraj
nie łączą się w mojej głowie historie
ludzie nie mają twarzy
to śmieszne, bo naprawdę Cię nie pamiętam
ale nie o tym...
przeżyte = nieistniejące
skrawki mi wzrok przypominają
pojedyncze słowa przynoszą
ale nie było mnie tam, nie czuję tego
dziś urodziłam się na nowo
albo umarłam sekundę temu



nie dotykam podłoża, ale też nie patrzę w niebo. niego.



Miękkością materiału ramiona swoje zaciskam, ciało okryte tkanką tłuszczową gniecie się o siebie, ociera aż do bólu, dłonie mi cierpną i robi mi się zbyt ciepło.. ale to chociaż namiastka mojej największej potrzeby.



chyba nigdy nie musiałam planować życia na tak wielu wymiarach czasoprzestrzennych.